Piotr Morawski / Memoriał Piotra Morawskiego „Miej odwagę!”

Memoriał Piotra Morawskiego „Miej odwagę!” to nagroda, która została ufundowana po to, aby dać szansę na spełnianie marzeń i poznawanie świata kolejnemu pokoleniu pasjonatów, ludziom, którzy mają odwagę żyć życie „inaczej” – podobnie do Piotra Morawskiego.

Zwycięzcy:

Stefan Czerniecki

Tytuł wyprawy:

ŚLADEM SZEPTU AMAZNOŃSKIEGO POTOKU

Opis wyprawy:

Projekt Stefana Czernieckiego to pionierska eksploracja dorzecza źródłowego odcinka Orinoko, cieku nazywanego przez lokalnych Indian Rio Cunucunuma. Przy udziale społeczności lokalnych Indian Stefan planował odkryć dla cywilizacji białego człowieka kolejne miejsce Amazonii wciąż oznaczane na mapach jako de facto biała plama. Eksploracja przedmurza wspaniałych ostańców skalnych (jedynej tego typu formy geologicznej na świecie!) połączona była z podążaniem śladami Alexandra von Humboldta (niemieckiego przyrodnika i podróżnika, jednego z twórców nowoczesnej geografii), który odkrył fenomen pobliskiej Casiquiare, wybitnego przykładu bifurkacji czyli rozwidlenia się rzeki, unikatowy na skalę światową. Wskutek erozji wstecznej rzeki Rio Negro, część wód Casiquiare odpływa do Rio Negro i Amazonki, a część do Orinoko.

Z perspektywy czasu czyli podsumowanie z 2024 roku :

„Śladem szeptu amazońskiego potoku” – tak ją nazwałem. Tak miała przebiegać. I finał finałów tak rzeczywiście przebiegała. Wyprawa Marzeń. Wędrówka po śladach szeptu. Wędrówka po miejscach, do których od półwiecza nie wpłynął żaden biały człowiek. Pisząc projekt wyprawy do Memoriału Piotra Morawskiego szczerze nie do końca wierzyłem, że zapisane tam założenia można w ogóle wprowadzić w życie. Że tę wyprawę da się przeprowadzić. Gdy więc otrzymałem telefon od Olgi z informacją, że wygrałem i że mam szukać połączeń lotniczych do Caracas, w pierwszej chwili poczułem euforię, ale zaraz po tym pojawił się wielki lęk. Bo przecież ta wyprawa miała należeć do kategorii tych „niemożliwych do zrealizowania”. Na tym polegała jej wyjątkowość i to – jak dziś wierzę – sprawiło, że Kapituła Memoriału zdecydowała się uhonorować pierwszym miejscem ten właśnie projekt. Dziś już wiemy, że się udało. Wpłynęliśmy w zamknięty przed białym człowiekiem zielony interior wenezuelskiego Amazonas. Pomimo deptania nam po piętach ludzi z mafijnego i gangsterskiego półświatka, pomimo wojskowego reżimu, pomimo obcowania z tak różną od naszej rzeczywistością (tajne kopalnie srebra, zamieszkujący serce selwy Indianie, dzikie zwierzęta), udało się dopłynąć do celu. Udało się wejść na dziewiczy szczyt Duida, który opisaliśmy w projekcie. Udało się… Co więc de facto dał mi ten projekt? Co dała mi ta wyprawa? Przede wszystkim wiarę. Że można. Że naprawdę się da. I to pomimo najbardziej szczerych obaw, czy wręcz pewności, że takie przedsięwzięcie to sprawa na wskroś abstrakcyjna. Niewykonalna. Ta podróż pokazała mi także wartość marzenia. Wartość wiary i modlitwy, że można. Że życie naprawdę ma smaczek. Jakkolwiek byśmy na nie nie patrzyli. A co poza tym? Nie mam wątpliwości, że bez wyprawy w głąb Amazonas, bez wsłuchiwania się w szept Rio Cunucunuma, nie było potem tego, co było. Nie było prawdopodobnie kolejnych książek, kolejnych wypraw, kolejnych telewizyjnych programów podróżniczych. Memoriał pozwolił mi zrobić bardzo ważny krok. Rzekłbym wręcz, że w skali mojego podróżniczego życia krok epokowy. Zmieniający tak wiele. I pozwalający na tak wiele. A że człowieka poznaje się po zdolności do wdzięczności… To tak… Chcę podziękować. Z pełnego serca.

Patroni honorowi:

Patroni honorowi

Zwycięzcy:

Szymon Kowalczyk

Tytuł wyprawy:

SAMOTNIE NA DACH SAHARY

Opis wyprawy:

Upał przygniata, powala na kolana i zadaje ostateczny nokautujący cios. Piach wdziera się wszędzie, do ust, nosa, łzawiących oczu. Po pierwszej rundzie zmagań, jest kolejna - noc. Drżysz opatulony kocem w temperaturze bliskiej zeru i przepraszasz słońce, że wcześniej przeklinałeś je każdym znanym epitetem. Potem następują kolejne rundy potyczki - przekupni żołnierze, pozwolenie nie takie jak być powinno, czekanie na transport godzinami. A później jazda w ścisku i duchocie. Pola minowe, które trzeba ominąć i obawa, że rebelianci się uaktywnią i każą zawracać. Więc po cóż tam jechać? Bo Tibesti rozpala wyobraźnie, łechce podróżnicze kubki smakowe, drażni zakończenia nerwowe. Jak jesteś wytrwały to dotrzesz do serca tych gór, do ludzi Tubu. Żyjesz wśród nich w takim tempie jak oni, śpisz tam gdzie oni, jesz i pijesz to co oni i masz świadomość, że warto było walczyć z przeciwnościami. W duchu podnosisz ręce do góry i czujesz, że wygrałeś swoją podróżniczą walkę o mistrzostwo świata. 
Celem wyprawy była samotna eksploracja Gór Tibesti, w północno - centralnej części Czadu. Nad masywem Tibesti góruje wulkan Emi Kussi, który jest najwyższym szczytem tego kraju i całej Sahary. Aspekt eksploratorski był ważną częścią wyprawy. Lecz główną motywacją, która pchała Szymona w ten trudny kawałek świata, są przede wszystkim ludzie i ich historie. Nadrzędnym celem było poznanie mieszkańców Czadu z ich codziennymi troskami i przedstawienie tej części Afryki, która jest stosunkowo mało znana w Polsce.  I dalej wszystko w życiu Stefana...

Wyróżnienie:

W II edycji dodatkowo wyróżniono dwie wyprawy: „Na handbike’u Kobieta na Pico del Veleta” Kariny Jasińskiej czyli wyprawę do Hiszpanii oraz „Jak skończę roczek pojadę pod Kazbek. Z mamą” czyli wyprawa malutkiej Natalii Kozub z mamą Pauliną do Gruzji.

Zwycięzcy:

Małgorzata Kołacz, Maciej Lewandowski, Aleksander Lewandowski

Tytuł wyprawy:

Z 5 DESKAMI DOOKOŁA MORZA CZARNEGO

Opis wyprawy:

Troje przyjaciół, ponad 10 tysięcy kilometrów do przejechania, 1 Volkswagen T3 i 5 desek: kiteboard, wakeboard, longboard, snowboard oraz surfboard. Cel wyprawy: poszukiwanie najlepszych spotów kitesurfingowych oraz surfowych na Morzu Czarnym i Kaspijskim; zwiedzanie na longboardach Krymu, Sochi, Tibilisi i Istambułu; ślizg na wakeboardzie nieopodal ukraińskiej Odessy, tureckiego Samsun oraz Izmitu; zdobycie najwyższego szczytu Europy - góry Elbrus - i dziki zjazd na snowboardzie z jego zboczy. Taką podróż chcemy zrealizować we wrześniu i październiku 2013. Nasz trzyosobowy zespół to: Aleksander Lewandowski (26 lat) – główny organizator, Maciek Lewandowski (21 lat) – zawodnik kitesurfingowy i wake, kolejno 5 i 7 w Pucharze Polski 2012 oraz Małgorzata Kołacz (24 lata)– zawodniczka snowboardowa, kilkukrotna Mistrzyni Polski we freestyle’u. Pomysł zrodził się z pasji uczestników do 5 desek oraz zamiłowania do podróży. Podróżowaliśmy już m.in. po Bałkanach, trasą od Monako do Tariffy oraz na Korsykę i Sardynię. Podczas naszych wypraw duży nacisk kładziemy na sport. Jeśli są odpowiednie warunki wietrzne odpalamy nasze latawce i szalejemy na wodzie, gdy przychodzi dobry swell wskakujemy na deski surfingowe, kiedy jednak znajdujemy się w chłodniejszym klimacie, gdzie woda zamienia się w lód a z nieba pada śnieg, ruszamy na freeride na snowboardach w białym puchu. Dodatkowo odpychając się na longboardach przemierzamy ulice miast i wiosek, poznajemy obyczaje napotkanych kultur, nawiązujemy nowe przyjaźnie i próbujemy na moment stać się częścią lokalnej społeczności.

Wyróżnienie:

W III edycji dodatkowo wyróżniono wyprawę „Cho Oyu 8021 – Ski Expedition” Olka Ostrowskiego i Kazika Chmiesta z Wetliny. Olek Ostrowski zginął w 2015 roku podczas zjazdu z Gasherbrumu II w Pakistanie.

Zwycięzcy:

Kasia Kosarzycka, Piotr Rożek, Darek Dudzik

Tytuł wyprawy:

SYBERIADA 2014. Z PRĄDEM LENY

Opis wyprawy:

Dzięki zwycięstwu w IV edycji „Miej odwagę!”, Kasia, Darek i Piotr mogli w połowie czerwca wyruszyć w wymarzoną podróż na Syberię. Główną nagrodą dla zwycięzców IV edycji Memoriału było wsparcie finansowe Głównego Partnera „Miej odwagę!” – LOTTO, umożliwiające realizację wymarzonego projektu oraz wsparcie marki Regatta, która ubrała laureatów w odzież outdoorową. Celem wyprawy było przepłynięcie kajakiem Leny, najdłuższej syberyjskiej rzeki, która swój początek bierze w Górach Bajkalskich. Spływ miał się zakończyć w mieście Jakuck, jednakże podróżnicy zachęceni dotychczasowymi sukcesami i przyjaznym nastawianiem mieszkańców Syberii, mieli odwagę kontynuować wyprawę i płynąć dalej. Druga część spływu była jednak bardziej wymagająca niż zakładali. Spotkali silniejszy nurt i wiatr, a nawet sztormy i fale do 2 metrów wysokości. Dodatkowo kajak nabierał dziennie średnio 100 litrów wody. Ekipa nie miała kontaktu z cywilizacją. Zdarzało się, że szerokość rzeki dochodziła momentami do 50 kilometrów, na brzegu paliła się tajga, a kajakarzom przyszło błądzić w dymie pośród licznych wysepek i odnóg rzeki. Podołali jednak tym warunkom i dopłynęli aż do Żygańska. Choć gotowi byli zakończyć spływ w Oceanie Arktycznym, dalej już płynąć nie mogli. Za miastem zaczynała się strefa wojskowa objęta patrolem. Wpłynięcie do niej jest zaś możliwe jedynie pod warunkiem posiadania specjalnych pozwoleń, których nie udało się zdobyć podróżnikom. Zakończyli podróż 800 kilometrów od oceanu, mając za sobą ok. 3400 kilometrów spływu. Po drodze mijali zapierające dech w piersiach widoki, cieszyli białymi nocami oraz poznawali kulturę i obyczaje mieszkańców. Przyszło im jednak też znosić kapryśną pogodę i krwiopijcze meszki, a także omijać w bezpiecznej odległości syberyjskie niedźwiedzie. Z wyprawy wrócili z wieloma niepowtarzalnymi, bezcennymi wspomnieniami oraz wyjątkowymi fotografiami oddającymi piękno poznanej przez nich krainy.

Zwycięzcy:

Marzena i Krzysztof Wystrach

Tytuł wyprawy:

W Koronach drzew

Opis wyprawy:

Wyruszamy do boliwijskiej dżungli by wspinać się na drzewa. Abstrakcyjne? Ale możliwe! Dzięki doświadczeniu, odwadze i specjalistycznemu sprzętowi. Będziemy wędrować tygodniami przez najmniej zbadane tereny tropikalnych lasów górskich od 3500 do 1000 m n.p.m. Nasze działania będą absolutnie nowatorskie w tym rejonie – w koronach drzew będziemy mogli fotograficznie "upolować" unikatowe zwierzęta, a może nawet odkryć nieznane gatunki! Wspinanie się na tak wysokie drzewa, porośnięte gęsto epifitami, z paprociowymi platformami i oplecione lianami będzie dla nas wielkim wyzwaniem – nikt nie wie co tam napotkamy. Życie w koronach drzew będziemy podglądać także w nocy i o świcie, gdy zwierzęta są najbardziej aktywne. Wielka dawka obcowania z dziką przyrodą, porcja nauki i spora dawka adrenaliny!

Z perspektywy czasu czyli podsumowanie z 2024 roku :

Laureatami Memoriału im. Piotra Morawskiego „Miej odwagę” zostaliśmy w 2015 roku z projektem „W Koronach Drzew”, który zakładał wyjazd do boliwijskiej części Amazonii i eksplorowanie świata koron drzew. Wspinaliśmy się na drzewa w różnych rejonach Amazonii, a także współpracowaliśmy z naukowcami z organizacji Wildlife Conservation Society. Po latach wspominamy ten wyjazd jako niesamowitą przygodę, której nie zapomnimy do końca życia. Wydaje nam się, że naprawdę mieliśmy odwagę, by tak wysoko mierzyć, dosłownie i w przenośni. Nasze wizje były bardzo śmiałe i czasami nas przerastały, bo plany planami, a działanie w amazońskiej puszczy i cała logistyka z tym związana, były czasami nie do przeskoczenia. Już sama wspinaczka na ogromne, porośnięte lianami, zamieszkiwane przez hordy owadów drzewa, była nie lada wyzwaniem. Nauczyliśmy się elastyczności, cierpliwości i tego, że nawet gdy wydaje nam się, że jesteśmy idealnie przygotowani, to zawsze coś nas zaskoczy. Z Boliwią związaliśmy się na lata. Pierwsze wyjazdy po projekcie nadal były związane ze wspinaczką i poznawaniem koron drzew, ale w pewnym momencie przenieśliśmy się w Andy. Zaprzyjaźniliśmy się z kobietami Ajmara tworzącymi grupę Cholitas Escaladoras, które w tradycyjnych strojach zdobywały 6-tysięczne szczyty. Niegdyś kucharki i tragarki w górach wysokich, które w pewnym momencie zapragnęły zdobywać szczyty, tak jak ich mężowie-przewodnicy górscy. Dokumentowaliśmy ich działania górskie oraz życie codziennie. Nawet udało się zaprosić je do Polski, na Festiwal Górski w Lądku Zdroju, gdzie opowiedziały swoją historię. A z drzewami działamy nadal. Mieszkamy w Warszawie, gdzie zajmujemy się diagnostyką drzew.

© 2024 Piotr Morawski